Czym pachnie Goa? I co z tą plantacją przypraw?

Mam to szczęście, że moja praca pozwala mi czasem na podróż w miejsca, gdzie prywatnie ciężko byłoby mi wyjechać. Oczywiście, te wyjazdy nie mają nic wspólnego z wakacjami, wypoczynkiem i spędzaniem czasu tak, jakbym tego chciała. Ale mimo wszystko, są okazją do zobaczenia kolejnych zakamarków świata – a to mi w zupełności wystarcza i rekompensuje ich służbowy charakter 🙂

I tak właśnie znalazłam się na Goa. Od razu się wytłumaczę – piszę na Goa, choć Goa to nie żadna wyspa, to stan na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Indyjskiego i pewnie bardziej poprawną formą byłoby w Goa, ale przyzwyczajenie językowe robi swoje 🙂

Goa było portugalską kolonią, którą dopiero w 1961 roku siłą (po inwazji wojsk Republiki Indii) wcielono do Indii. To miejsce pełne kontrastów, drogich kurortów, śmieci na ulicach, bezdomnych psów i świętych krów.

Kiedy jechać na Goa?

Klimat Goa jest tropikalny, z porą suchą i wilgotną. Ja byłam tam w listopadzie, czyli w trakcie astronomicznej jesieni. Jak zobaczycie poniżej, sezon na Goa trwa od października/listopada do maja i jest podyktowany ilością opadów, bo temperaturowo różnica między najzimniejszym, a najcieplejszym miesiącem to ok. 4℃!

źródło: http://hikersbay.com/climate/india/goa, dostęp: 05.04.2018

[icon name=”thermometer-full” class=”” unprefixed_class=””]  Ciekawostka – najzimniejszy miesiąc na Goa to luty w 1973 roku, ze średnią temperaturą 25℃ 🙂

Jeżeli chcecie dokładnie prześledzić dane klimatyczne tego miejsca to: TUTAJ fajna stronka ze statystykami.

Indie z przewodnikiem? Tak!

Na swojej drodze w Indiach miałam przyjemność spotkać niesamowitą osobę – przewodnika, urodzonego Hindusa, od dobrych 20 lat mieszkającego w Polsce. To Jahangir Mangalia. Każdemu polecę kontakt z nim – poczucie humoru, niesamowita charyzma i przede wszystkim spojrzenie Hindusa, ale już trochę z dystansu, jakiego nabrał w Polsce – to wszystko co Was czeka podczas podróży z nim. Jahangir, oprócz tego, że jest z wykształcenia lekarzem (po polskich studiach medycznych), prowadzi swoje biuro podróży. Stało się to jego pasją i jak sam mówi, woli taka pracę, od pracy w szpitalu. Powiem jedno – to widać na każdym kroku. Więcej info o podróżach z nim tutaj.

Oto i on – Jahangir 🙂

Co robić na Goa?

Z uwagi na to, że mój wyjazd tam miał charakter służbowy, miałam nieco ograniczone pole eksploracji Goa, co nie znaczy, że nie udało mi się choć trochę złapać tamtejszego klimatu. Było to trochę utrudnione, bo Goa obserwowałam ze świata „dla turystów”, z ekskluzywnego hotelu i podmalowanej rzeczywistości. Pyszne jedzenie, cudowna plaża, o której za chwilę, super uprzejmi ludzie z obsługi i … czystość. No właśnie, czystość to jest coś, co pojawiało się w każdej mojej rozmowie ze znajomymi a propos Indii. Że tam brudno, że syf, że strach jeść z ulicy. Moje podejście jest raczej otwarte, zwłaszcza po Tajskich doświadczeniach, gdzie odnośnie jedzenia z ulicy słyszałam wiele różnych rzeczy, a finalnie okazało się najlepszym co mnie tam spotkało <3.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wylazła z hotelu i nie poszła na spacer szukając trochę indyjskiego realizmu.

Poszłyśmy, dwie dziewczyny, żądne „prawdziwego Goa”. No i zobaczyłyśmy, poczułyśmy – na tyle na ile to było możliwe przez te kilka godzin.

Goa
 [icon name=”check-square-o” class=”” unprefixed_class=””]  Po pierwsze: KROWY

Legendarne krowy! Są, łażą, mają w nosie wszystko i wszystkich, a spróbuj im wejść w drogę (np. mijając się na poboczu), to możesz dostać w żebro (historia prawdziwa!). Oczywiście z krowami się nie polubiłyśmy do końca, tym bardziej mając z tyłu głowy to, że Hindus prędzej potrąci człowieka na drodze niż krowę, no bo wiadomo, tutaj święte krowy są jedne i żaden człowiek im nie dorówna.

Te rogi boleśnie odczułyśmy…
Życie na Goa
Święta krowa, dosłownie i w przenośni…
Jakiś problem?
 [icon name=”check-square-o” class=”” unprefixed_class=””]  Po drugie: BRUD?

Śmieci. No są. Dużo. Nie oceniam, nie chce powiedzieć – Indie są brudne – widziałam zaledwie skrawek. Ale mogę powiedzieć – na naszej drodze na Goa było brudno, bardzo. Było kilka straganów z jedzeniem, ale uwierzcie mi – nie. Nie zdobyłyśmy się na spróbowanie czegokolwiek. Może jednak się nastawiłam? A może chciałam w spokoju wrócić do hotelu, nie biegając po krzakach 🙂

Druga wizyta na Goa utwierdziła mnie w przekonaniu, że śmieci to immanentny element krajobrazu. Co z drugiej strony nie dziwi, zwłaszcza, że naprawdę kosze na śmieci są rzadkością – sami po zakupie loda, zastanawialiśmy się przez dłuższą chwilę gdzie wyrzucić papierek po nim. Nie, nie dorzuciliśmy się do kupki śmieci 🙂

Goa life

 

Kusi? Nie bardzo.
A na pierwszym planie…oczywiście!
 [icon name=”check-square-o” class=”” unprefixed_class=””]  Po trzecie: PODRYW

Jeżeli Hindus mówi do Ciebie: I like your smile, I will miss you – to znaczy, że odrobił lekcję podrywania. Ok, może Twój uśmiech jest piękny i niezapomniany (za pierwszym razem w to uwierzyłam!) – ale w tym wypadku usłyszysz to od wszystkich mężczyzn bardziej zainteresowanych Twoją osobą. Co nie zmienia faktu, że są bardzo uprzejmi, nie wspominając tutaj już o obsłudze hotelowej, która wielokrotnie mnie po prostu zawstydzała swoją gotowością bycia dla Ciebie.

 [icon name=”check-square-o” class=”” unprefixed_class=””]  Po czwarte: EKSPLORUJ

Warto wyjść za mury hotelu. Chociażby, żeby zobaczyć jak suszy się dziki ryż, czy też jak wygląda wnętrze świątyni. Albo żeby stanąć oko w oko z wojowniczą krową – ale tego Wam nie życzę 🙂

Dziki ryż – dzisiaj widziałam jak hindus „przewracał” go stopami – nadal Wam będzie tak Wam smakował? 🙂
Około 30% populacji Goa stanowią chrześcijanie

Oczywiście, na Goa, oprócz hoteli i wątpliwej przyjemności spacerowania po okolicy, można też zwiedzać. Przyznaję, nie miałam wielu okazji wydostać się na dłużej poza hotel i zobaczyć co Goa ma do zaoferowania. A trochę ma. Nie za dużo, ale na tydzień na pewno wystarczy.

 

[icon name=”street-view” class=”” unprefixed_class=””] Indie i 500 minus – W Indiach żyje około (około, bo nikt tego nie wie na pewno) 1 mld 300 mln ludzi. W latach 70-tych ówczesna premier Indira Gandhi wprowadziła obligatoryjną sterylizację dla mężczyzn posiadających co najmniej 2-kę dzieci. Program realizowany na zasadzie wymuszeń i łapanki, oparł się o Trybunał Konstytucyjny. Obecnie w Indiach oficjalnie nie ma podobnego oficjalnego nakazu, ale np. politycy nie mogą mięć więcej niż 2-ki dzieci, ponieważ przykład idzie z góry. Ponadto, każdy pracujący mieszkaniec, który ma więcej niż trójkę dzieci, jest pozbawiony prawa do awansu.

Co można zobaczyć?

Mogłabym wypisać takie miejsca, jak: Old Goa, Plantację Przypraw, różne świątynie, wodospady itd. Mogłabym przeczytać o nich w internecie i coś tu napisać. Mogłabym, ale po co? Przecież nie byłam tam. Ale. Ale już za dwa tygodnie mam to szczęście, że moja praca znowu umożliwia mi podróż na Goa. Znowu służbowo. Ale myślę sobie, że może uda mi się wykroić choć część czasu i coś uszczknę więcej 🙂 Także pozostawiam sobie ten akapit do edycji – bo mam nadzieję, że będę mogła dodać kilka zdjęć i opisów z nowych miejsc.

Byłam i udało się 🙂 Poniżej kilka słów o nowych – dla mnie – miejsca na Goa.

Plantacja przypraw – Sahakari Spice Farm

Dzisiaj byliśmy na plantacji przypraw – udało się wyrwać na chwilę z hotelowego azylu (złotej klatki?). Mimo, że może nie jest to jakaś skomplikowana wyprawa, ani złożona wycieczka, to warto. Warto dla tej zieleni, dla sklepu z naturalnymi olejkami, dla zobaczenia na żywo papryczek piri piri i owoców chlebowca. Albo pieca, w którym wypala się orzechy, a właściwie nasiona nerkowca.

Plantacja przypraw
Przekąska na powitanie w misce z liści drzewa tekowego.
Owoce chlebowca
Kto nie zna piri piri 🙂
To tutaj orzechy, a właściwie nasiona nerkowca, są przystosowywane do jedzenia, czyli w wysokiej temperaturze pozbawiane żrącego oleju.
Plantacja przypraw
Jedna z „atrakcji” – słoń na zawołanie oblewający turystów wodą…Fajne? No nie wiem.
Plantacja przypraw

Świątynie – Shri Mangueshi Temple

Tak jak pisałam, na Goa religia jest bardzo zróżnicowana. Oprócz kościołów chrześcijańskich, znajdziecie przede wszystkim mnóstwo świątyni Hinduskich – jedną z nich odwiedziliśmy po drodze z plantacji przypraw. To Shri Mangueshi Temple – jedna z większych świątyni Hinduskich na Goa. Do samej świątyni nie weszliśmy ze względy na ubiór i trochę brak chęci, ale wkoło świątyni też było ciekawie. Nagle okazało się, że to nas proszą o zdjęcie z nami – „białasami” – jeszcze trochę i razem z Daniem zaczęlibyśmy na tym zarabiać – ale nie wzięliśmy kapelusza do zbierania tych grubych dolarów 🙂

Danio: „Jak powiem, że to on chciał ze mną zdjęcie, to nikt mi nie uwierzy 🙂 „
W drodze do Świątyni – Shri Mangueshi Temple

Świątynia – wiadomo, do zobaczenia niewiele – bardziej chodzi o to wszystko o wkoło. Oczywiście, dla nas.  A wkoło działo się dużo, oczywiście droga do Świątyni była otoczona straganami, naganiaczami, śmieciami, krowami i Hinduskami sprzedającymi gotowe „bukieciki” kwiatów do ofiarowania w świątyni.

Shri Mangueshi Temple w pełnej krasie
Droga do Świątyni – stragany, stragany i jeszcze raz stragany – come, have a look 🙂
Kwiaty, kwiaty…
… i jeszcze trochę kwiatów.

 

Plaże na Goa

Niektórzy przyjeżdżają tutaj tylko dla plaż. Bo Goa to plażowy raj. Zdecydowanie. Nasz hotel Caravela Beach Resort znajdował się przy plaży Varca – cudownej, szerokiej, piaszczystej, spokojnej plaży. Nie będę jej opisywać, zdjęcia lepiej to oddadzą.

Plaża Varca

Oczywiście widok krowy/byka na plaży to rzecz zupełnie normalna. Nie dotarłam na plażę, gdzie krowy się po prostu wylegują, ale takie sytuacje jak najbardziej są 🙂

Plaża nie byłaby plażą, gdyby nie krążyli po niej lokalsi oferujący biżuterię, chusty, atrakcje, wycieczki – to chyba standard dla wszystkich miejscowości turystycznych 🙂 Oczywiście kwestia czy złapiemy się na te błyskotki jest już zupełnie indywidualna. Może czasem lepiej dać zarobić takim ludziom niż wydawać pieniądze w kolejnych drogich sklepach? Do przemyślenia.

Nasza sprzedawczyni 🙂

Dlatego Goa jest jedyne w swoim rodzaju.
Bar na plaży
Toaleta z widokiem na morze – potrzeba czegoś więcej?:)

Jedzenie na Goa

Jedzenie na Goa jest niesamowite, zresztą pewnie tak jak w całych Indiach. My żywiliśmy się w hotelu – stety i niestety. Stety, bo było „bezpiecznie”, niestety bo nie wiem na ile były to oryginalne smaki. Ale przypuszczam, że były – bo były niesamowicie aromatyczne, wyraziste i mimo może niezbyt atrakcyjnego wyglądu, przepyszne! Przyznaję, po tygodniu jedzenia na Goa, wracając do Polski, zatrzymaliśmy się na burgera – tak było :). Ale powiem Wam, że zwykły chlebek Naan nigdzie tak nie smakował, jak tam!

Chlebek naan wypiekany na piecu Tandoor

To czym pachnie Goa? Przede wszystkim przyprawami, kolorowymi, ostrymi, wiercącymi w nosie. Pachnie też ciepłym piaskiem na plaży i tropikalną wilgocią. Chciałam napisać pachnie krową…ale nie – to byłaby przesada 🙂 Zostawmy tak jak jest. A jest dobrze. Na tyle, że mam banana, jak myślę, że tam wracam 🙂

Nasza wesoła drużyna za 2 tygodnie po raz kolejny będzie miała okazję przypomnieć sobie klimat Goa i może zobaczyć odrobinę więcej – trzymajcie kciuki! [icon name=”angellist” class=”” unprefixed_class=””]

Jesteśmy tu znowu. I powiem Wam – dajemy radę – bo jak nie my to kto?:)

Goa Team<3

 

2 Comments

Dodaj komentarz