To ruszamy! 🙂 Z wyjazdowym szczęściem w oczach i uśmiechem na ustach wsiadam do Golfika, żeby pokazać mu kawałek Europy.
Przed nami pierwszy przystanek, za kilka dobrych godzin – Węgry i Eger. Co potem? Chciałabym napisać, że tam gdzie nas poniesie, ale przyznaje bez bicia, że jakiś zarys trasy w głowie jest.
Jak Węgry to obowiązkowo Budapeszt, a potem, żeby uciec z miasta pędzimy nad Balaton.
Jak już wypijemy odpowiednio dużo węgierskiego wina i skończy nam się winieta jedziemy do Bośni i Hercegowiny do Mostaru. Każdy kto tam był mówi, że jest piękny- we’ll see 🙂 Z Bośni prosto do Czarnogóry, złapać trochę oddechu od jazdy w Peraście nad Zatoką Kotorską.
Dalej w planach Chorwacja i Słowenia. Wracamy przez Wiedeń i coś mi się wydaje, że przez Zakopane 🙂 – bo nie darowałabym sobie, gdyby choć na chwilę się tam nie zatrzymała – w końcu to moje miejsce na ziemi!

Taki jest plan, a jak wyjdzie w praniu – to się okaże. I to jest najpiękniejsze.
Meldujemy się pewnie z Budapesztu, bo nie liczę na Wi-Fi na polu namiotowym w Egerze! 🙂
No to w drogę!
