Grado – czyli, Włochy w sierpniu nie muszą być złe

Jadąc z Chorwacji, przekroczyliśmy granicę ze Słowenią i jechaliśmy dalej wśród zielonych łąk i sielskiego klimatu.

W pewnym momencie, tchnięci bliskością Włoch, zawróciliśmy i zmieniliśmy nasze plany. Tak po prostu. Po 30 minutach byliśmy już w Grado – włoskiej wyspie, połączonej z lądem wąską drogą, która bardziej przypomina most. Grado nazywane jest wyspą słońca i rzeczywiście – nie brakuje go tutaj 🙂

Grado

Miejsce wybraliśmy zupełnie przypadkowo, bo było najbliżej i znaleźliśmy tam przez booking wolny pokój w hotelu Lido. Hotel bardzo przyzwoity, z sympatyczną prowadząca go Włoszką i śniadaniami za 3 euro (!). Nasz pokój ma balkon, na którym właśnie piszę te słowa, korzystając z włoskiej sjesty. Jeżeli chcesz coś zjeść między 14 a 18 w restauracji, to musisz się bardzo naszukać – bo w tych godzinach po prostu wszystko tutaj jest zamknięte (sklepy też).

Grado

Grado okazało się spontanicznym strzałem w 10tkę. Trochę baliśmy się pobytu we Włoszech w sierpniu (najgorszy miesiąc na włoskie wakacje), ale okazało się, że naprawdę jest przyzwoicie. Powiem więcej, jest dużo spokojniej niż nad polskim morzem, już nie wspominając o klimacie…

Główna plaża w Grado

Plaże w Grado są 3 – w tym główna plaża, ciągnąca się przez ponad 3 kilometry, jest plażą płatną. Z perspektywy czasu, tak sobie myślę, że takie rozwiązanie powinno być wprowadzone w Polsce. Wstęp na plażę kosztuje 2 euro, czyli nie jest to duża kwota- zwłaszcza dla zarabiających w euro. Ale dzięki temu mamy czystą, zadbaną plażę, z prysznicami, barami i leżakami do dowolnego wykorzystania.

Co innego, jeśli chcesz miejsce z leżakami i parasolem – wtedy za to trzeba zapłacić już sporo, bo od 25 do 40 euro, w zależności, który rząd od morza wybierasz. Dla nas było to oczywiście zbędne i te 20 euro zdecydowanie bardziej woleliśmy przeznaczyć na kupowane na plaży Aperole (4 euro/drink) 🙂

Widok na plażę bezpłatną w Grado

Jest też plaża bezpłatna – mniej atrakcyjna i każda dodatkowa rzecz (leżak, prysznic) są płatne.

Może kurtkę puchową w sierpniu?

Okazało się, że w trakcie naszej podróży, potrzebowaliśmy też trochę błogiego nic nie robienia, a plaża w Grado jak najbardziej spełniła nasze oczekiwania w tym aspekcie 🙂

Widok na plażę główną i zdjęcie zrobione w latach 30-tych

Oprócz niej, Grado ma jeszcze kilka zalet. Przede wszystkim, wygląd samego miasteczka, z zabytkami nawet z V wieku (!). Miasteczka czystego, spójnego w swojej niesamowitej architekturze i zachęcającego do wieczornych spacerów między lokalnymi restauracjami. A jest ich tutaj sporo.

Główna uliczka w Grado i liczne restauracje
Grado

I tak przechodzimy do kolejnej zalety tego miejsca – jedzenia. Chyba nie muszę pisać, jak smakuje tu pizza, makarony i zimny Aperol Spritz. Po prostu wyśmienicie, jak to we Włoszech 🙂

Czy zjadłam całą? A jak myślicie?

Przez specyficzną, ciasną, architekturę miasta, jest dość ciężko z parkowaniem. Są tutaj dosłownie 3 obszary, gdzie parkowanie, niezależnie od dnia tygodnia i pory dnia, jest bezpłatne. Oczywiście, trzeba być niesamowitym farciarzem, żeby złapać tam miejsce – zajęło nam to jakieś 3 minuty 🙂 Tak więc, chyba jesteśmy w gronie szczęściarzy. Nie prowokując losu, porzuciliśmy Golfika na cały pobyt tutaj.

Grado w porze sjesty – jeszcze jest pusto

Samochód w Grado jest zupełnie zbędny. Wszędzie w centrum można, a nawet trzeba przemieszczać się pieszo (trzeba, bo są wydzielone strefy tylko dla pieszych). Są też wypożyczalnie rowerów, gdybyście chcieli trochę dalej coś zobaczyć.

Mieszkańcy Grado i ich pełne ekspresji rozmowy 🙂

Siedząc tak, na jednej z wąskich uliczek, wsuwając kolejny kawałek pizzy, zgodnie uznaliśmy, że najlepsze w podróżowaniu samochodem jest właśnie to, że mogliśmy tu przyjechać, wcale tego nie planując. Że ukradliśmy trochę włoskich chwil i złapaliśmy ostatnie, tak gorące, promienie słońca.

Chopin w przenośnym wykonaniu, na ulicach Grado.

Kolejnym i ostatnim przystankiem jest Wiedeń (droga z Grado do Łodzi to około 11 godzin ciągłej jazdy, a Wiedeń dzieli tą trasę idealnie na pół).

Tymczasem uciekam łapać ostatnie włoskie wspomnienia i wypijam wasze zdrowie Aperolkiem 🙂

Ciao!

<3

1 Comment

Dodaj komentarz