Jak odczarowałam Paryż w 8 godzin…?

Czasem tak jest, że masz dosłownie kilka godzin w innym mieście i zastanawiasz się jak je wykorzystać. No i czy się da?

Czasem wystarczy 8 godzin, żeby złapać ten jeden moment, chwilę i poczuć, że jesteś niesamowitym farciarzem, że możesz, że jesteś właśnie tam. Albo, żeby odczarować miejsce, polubić i na spokojnie rozejrzeć się wkoło.

Dokładnie tak miałam w Paryżu. Kiedyś byłam tam z mamą, jak miałam 7 lat. Teraz tu wróciłam na całe 8 godzin. Czas krótki do zagospodarowania, ale udało się.

Jak go najlepiej wykorzystać i zobaczyć tzw. must have’y? Czy jest to do zrobienia? Jasne – pod warunkiem, że ograniczysz listę rzeczy, które chcesz zobaczyć do minimum i że zadowoli Cię szybkie selfie z Łukiem Triumfalnym 🙂

Ale od początku. Śpimy w wynajętym przez Airbnb apartamencie tuż przy lotnisku Paryż-Beauvais. Miejsce absolutnie wspaniałe, przenoszące od razu w klimat francuskiej kawiarenki. Polecam każdemu, kto ma lot z/na Beauvais i szuka czegoś w pobliżu (ok. 10 min. pieszo).

Jak dostać się z lotniska Paryż-Beauvais do centrum Paryża?

Najlepszą i najprostszą opcja jest złapanie busa z lotniska do Paryża – my zapłaciłyśmy 20 euro za bilet w 2 strony jednego dnia. Rozkład jest dopasowany do przylotów i odlotów, a podróż trwa, w zależności od korków, ok. 1,5-2 godziny (autobus nie zatrzymuje się po drodze). Więcej info tutaj. Przy planowaniu dnia warto spojrzeć na godziny busów powrotnych, no chyba, że zakładacie szaloną noc w Paryżu 🙂 Nasz ostatni powrotny bus jest o 19:35, więc mamy naprawdę napięty harmonogram.

Początek naszego Tour de Paris

Autobus podwozi nas na dworzec Paris Porte Maillot, skąd dalej przerzucamy się na metro – które nota bene jest najlepiej oznakowanym metrem, jakim jeździłam! Bilet na jeden dzień na strefy 1-3, czyli praktycznie na całe centrum Paryża, kosztuje 12 euro i jest według mnie najlepszą opcją, żeby się tutaj sprawnie przemieszczać.

Szybki strzał pod Łukiem Triumfalnym

Wsiadamy w żółtą linię metra na stacji Neuilly–Porte Maillot, po drodze wysiadamy na wspomniane szybkie selfie pod Łukiem i lecimy dalej zieloną linią na stację Trocadéro. Tę stację wybrałyśmy, bo wystarczy wyjść za róg i już widać Wieżę Eiffla, w całej okazałości. Ale to nie ona od razu przyciąga nasza uwagę….Najpierw dociera do nas zapach, a potem już ją widzimy – budka z naleśnikami! Nie odmówimy sobie tej przyjemności…zwłaszcza w tej cenie 🙂 (3,5 – 4,5 euro). To świetna budżetowa przekąska, śniadanie, obiad lub/i kolacja.

Francuskie Crêpes

No dobrze, teraz czas na podziwianie najbardziej rozpoznawalnego symbolu tego miasta.

Wieża Eiffla. Stoi. Nadal taka sama. I nadal robi na mnie wrażenie. W sumie nie wiem czemu. To po prostu jest to. Ta chwila, kiedy myślisz sobie – jestem w Paryżu. Siedzę na murku pod Pałacem Chaillot w ogrodach Trocadéro (Jardins du Trocadéro), świeci słońce, wcinam drugiego już (sic!) naleśnika z nutellą, piję kawę i korzystam z chwili. Jest pięknie.

Widok na Wieżę Eiffla z perspektywy Pałacu Chaillot
Musiałam…Nasze miny mówią wszystko – naleśnik to życie 🙂
Pałac Chaillot otoczony ogrodami Trocadéro

Kiedy już 2000 kcal zostaje wchłonięte, a ataki czarnoskórych „sprzedawców” figurek Wieży made in china odparte, czas na kolejny przystanek. Idziemy pieszo wzdłuż Sekwany i trafiamy na stację metra Invalides skąd jedziemy prosto pod Operę.

Sekwana

Jesteśmy w centrum. Totalnie. Sklepy, tłum, samochody, hotele, kawiarenki – jest wszystko. A ja bardzo już chce stamtąd uciekać. I uciekłyśmy. Na Montmartre.

Montmartre

Brukowane wąskie uliczki pnące się do góry, kawiarenki zachęcające do skosztowania wina i podziwiania widoku na Paryż (Montmartre to najwyżej położona dzielnica Paryża), gromady ulicznych artystów, obrazy, liczne graffiti na ścianach. To całe Montmartre. A zapomniałabym…tłumy turystów. No, ale nie ma co się dziwić, miejsce jedyne w swoim rodzaju i mimo tego, że turystyka powoli, ale konsekwentnie odziera je z pierwotnego artystycznego klimatu, nadal zdecydowanie warte odwiedzenia.

W tym wszystkim my – świeżo mianowane Paryżanki korzystające z chwili i wyrywające żarłocznie pozostałości dawnego klimatu Montmartre.

Montmartre
Montmatre
Montmartre
Montmartre
Montmartre
Montmartre
Monumentalna Bazylika Sacré-Coeur na wzgórzu Montmartre
Widok na Paryż z Bazyliki Sacré-Coeur

Żarłocznie popijałyśmy też chłodne wino w poleconej przez naszego kolegę z pracy (Marcin – pozdrawiamy :)) restauracji Le Relais de la butte. Miejsce ze wspaniałym widokiem na uliczki Paryża, pozwalające na chwile zapomnienia przy bagietce i lampce wina. Oj tak.

Le Relais de la butte
Widok z Le Relais de la butte

Drogę powrotną z Montmartre wybrałyśmy trochę na chybił trafił, idąc za odgłosami lokalnych artystów i kolejnymi graffiti na ścianach kamienic. Zeszłyśmy w dół zahaczając o Plac Pigalle z najsłynniejszym kabaretem na świecie – Moulin Rouge. Niestety nie doświadczyłyśmy metamorfozy, jaką przechodzi to miejsce po zmroku, zamieniając się w kipiącą erotyzmem dzielnicę, ponieważ musiałyśmy powoli kierować się w stronę naszego dworca autobusowego. Może kiedyś 🙂

Montmartre

Ale zanim na niego trafiłyśmy, pozwoliłyśmy sobie na chwilę oddechu i zapomnienia przy kupionej w sklepie butelce wina, którą wypiłyśmy leżąc na trawie w znanych nam już ogrodach Trocadéro, zajadając się kolejnym naleśnikiem.

I tak nasze 8 godzin w Paryżu zakończyło się w miejscu, w którym po raz pierwszy głęboko odetchnęłam i pomyślałam, że podróżowanie, nawet takie krótkie, jest po prostu cudowne. Tak jak nasz spontaniczny piknik, z najbanalniejszym widokiem pod słońcem.

4 Comments

  1. Lisek

    Dzięki Tobie już wiem, że pierwszą rzeczą, jakiej spróbuję w Paryżu, będą naleśniki 😉 Dzięki!
    Jaki kraj dalej w kolejce? Może coś ze Skandynawii? 🙂

Dodaj komentarz