Korfu w maju? Czemu nie :)

Najbardziej zielona wyspa w Grecji – Korfu.

Dlaczego tam? Bo były tanie bilety lotnicze, bo mogłam je kupić w prezencie (kto nie ucieszy się na widok biletów lotniczych?:)), a do tego wszystkiego właśnie w tym terminie miałam wejść w grono 30-latek, co bolało. Trochę 🙂

I tak właśnie znaleźliśmy się na wyspie około 2000 km od domu, dziękując za tutejszy klimat, który pozwolił od razu zrzucić cieplejsze ubrania.

Acharavi

7 dni błogiego lenistwa…nie wchodziło w grę z kimś takim, jak ja, więc od razu padł pomysł, żeby wypożyczyć rowery. Po tym, jak pierwszego dnia poznawaliśmy się z plażą, jedzeniem przy plaży (można odpuścić) i winem pitym w nie najgorszych okolicznościach, drugiego dnia na głowę wskoczył kask, a na twarz uśmiech, bo coś się dzieje 🙂

Rower na Korfu to świetny pomysł… który, wjeżdżając pod kolejną górę, przeklinałam pomiędzy łapanymi łapczywie chaustami powietrza. Korfu NIE JEST przyjemną wyspą na rower, o czym dobitnie przypominały mi mijające nas quady z uśmiechniętymi, wypachnionymi dziewczynami. A ja w tym momencie czułam strużkę potu spływająca po plecach. Sama chciałam.

No ale, wracając do rowerów, już tak całkiem poważnie. Jeżeli chcesz się zmęczyć i masz ochotę na chwilę zapomnieć o silnikowych pojazdach, to jak najbardziej polecam. Nie jest to super tanie – wypożyczenie roweru na 2 dni kosztowało 27 euro, ale na pewno pozwala na zupełnie inny rodzaj zwiedzania.

Mieliśmy dwie trasy z tyłu głowy, pierwszego dnia rzuciliśmy się na bardziej ambitną, domyślając się, że drugiego dnia siodełko to nie będzie pierwsza rzecz, o której będziemy marzyć 🙂

Mieszkaliśmy w idealnym miejscu, praktycznie po środku północnego wybrzeża, w Acharavi. Miejscowość mała, spokojniejsza od reszty (poza tym był maj, więc ogólnie było pusto), tym chętniej wyrwaliśmy dalej.

Acharavi
Widok z jednego z opuszczonych,niewykończonych domów na Acharavi
Acharavi i widok na Pantokratora

[icon name=”bicycle” class=”” unprefixed_class=””] Rower – dzień pierwszy – ok. 46 km


Acharavi – Sidari – przylądek Drastis – Arillas – Magoulades – Acharavi

Pierwszego dnia pojechaliśmy na zachód, zaliczając po drodze cukierkowe miejsca, jak Canal d’Amour – Kanał Miłości, położony w miejscowości Sidari. Miejscowość na tyle turystyczna, że już w maju robiło mi się słabo jak tam byłam i szłam między kramami z pamiątkami made in China. Sidari ma na pewno ten plus, że znajduje się tu jedna z bardziej osławionych atrakcji turystycznych (nota bene bardzo urokliwa), a poza tym łatwo stąd złapać bus do stolicy wyspy – Korfu.

Sidari – Canal d’Amour
Sidari – Canal d’Amour

Z Sidari już tylko kawałek do przylądka Drastis, najdalej wysuniętego na północ miejsca na wyspie. Warto tam podjechać, chociażby dla widoków, albo dla wykąpania się w zatoczce u podnóża krętej, piaszczystej drogi, która tam prowadzi. Nie ma tam plaży, ale są szerokie skały, na których można się umościć i złapać trochę słońca.

Widok po drodze na przylądek Drastis
przylądek Drastis –  „plaża”

Kolejnym, ostatnim najdalej położonym od Acharavi punktem wycieczki, była miejscowość Arillas, podobno z jedną z ładniejszych, piaszczystych plaż na Korfu (plaża o długości 2 km). Ale zanim tam dotarliśmy, przez zupełny przypadek trafiliśmy na lokalny browar – Corfu Beer, gdzie oczywiście zrobiliśmy obowiązkowy przystanek na jedno z lepszych piw tutaj – Ionian Epos (7,5% :D). Sprzedawca 3 razy mówił, że to jest strong, i że trzeba uważać, bo jest strong – chyba nie wiedział komu to mówił 🙂 Ale to ciemne piwo z dodatkiem miodu skradło dłuższą chwilę tego dnia 🙂

Corfu Beer

W Arillas plaża aż się prosiła, żeby na niej się położyć, tym bardziej, że trochę kilometrów już mieliśmy w nogach. No i na plaży był lokalny pieseczek :).

Arillas

To tu zjedliśmy też chyba najlepszego kebaba ze wszystkich. Tym gorzej nam było się zebrać, ale dzień nieubłagalnie się kończył, a przed nami był jeszcze kawałek drogi.

Wracając, przez przypadek wybraliśmy drogę przez śliczną i bardzo klimatyczną górską wioskę – Magoulades. Droga była … kręta i pod górę (ta..), ale zjeżdżało się czadowo! Niestety nie nagrałam samej drogi, a zdjęcia tego nie oddawały, ale znalazłam jakiś filmik na [icon name=”youtube-square” class=”” unprefixed_class=””]

Szczyt Magoulades
Widoki w drodze powrotnej

Wieczorem zasłużyliśmy na relaks na naszej plaży, a jak relaks to wino. A jak wino w Grecji, to też oliwki i feta – zaszalejmy 🙂

[icon name=”bicycle” class=”” unprefixed_class=””] Rower – dzień drugi – ok. 30 km


Acharavi – Kassiopi – Avlaki Beach – Acharavi

Drugi dzień to wycieczka na wschód. Pierwszy przystanek to jakaś randomowa zatoczka obok trasy.

Potem Kassiopi – turystyczna miejscowość z ruinami zamku – ruiny warte wejścia jako punkt widokowy, a nie dla samych ruin. To tutaj wybierając miejsce, żeby napić się piwa, wybraliśmy bar bez jednego turysty – cudownie 🙂

Kassiopi – widok z ruin zamku
Kassiopi
Kassiopi
Kassiopi

Z Kassiopi ruszyliśmy przed siebie i dojechaliśmy do Avlaki Beach – bardzo spokojnego, cichego i pięknego miejsca. Tutaj postanowiliśmy wracać, bo po pierwsze pogoda była średnia, a po drugie przed nami były coraz bardziej strome podjazdy –wyczuwaliśmy już namacalnie bliskość tutejszego władcy – najwyższej góry na wyspie – Pantokratora (906 m n.p.m.).

Avlaki Beach
Avlaki Beach

Gdzie zjeść w Acharavi?

Macie ochotę na coś słodkiego i dobrą kawę? Najlepsza cukiernia/piekarnia, z obłędną tarta limonkową i innymi już bardziej tradycyjnymi i lepiącymi się od cukru deserami 🙂

Tutejsze mniej i bardziej tradycyjne słodkości

A może jakieś miejsce z muzyką na żywo? Raz w tygodniu w restauracji Lemon Garden możecie zjeść przy akompaniamencie greckich muzyków, siedząc w bardzo klimatycznym ogrodzie.

Lemon Garden

Jak już jesteśmy przy konkretniejszym jedzeniu, to polecam też Alegria Tapas Restaurant, gdzie można zjeść naprawdę pyszne greckie tapas i napić się domowego wina w przyzwoitej cenie.

Stolica Korfu, czyli… miasto Korfu (inaczej Kerkira)

Z Acharavi przetransportowaliśmy się lokalnymi Green Buses (bilet 4 euro/os, czas podróży 1,30 h, rozkład busów tutaj) do stolicy Korfu – Kerkiry. Rzeczywiście jest tu bardzo włosko (miasto bardzo długo było pod rządami Florencji, potem Wielkiej Brytanii i Francji).

Kerkira

Wąskie uliczki, kamienne domy, rozwieszone między oknami pranie a nawet cudowna pizzeria (prowadzona przez szefa kuchni z Neapolu) – wszystko to powoduje, że nagle w Grecji masz swoje małe włoskie wakacje. Dla mnie – rewelacja 🙂

Kerkira
Kerkira

Kerkira to piękne miasto z bagażem historii, o której nie będę tu pisać, żeby nie udawać, że się na tym wybitnie znam. Z jednej strony zabytki, z drugiej betonowa plaża z zejściem do wody – z racji temperatury oczywiście wybraliśmy to drugie, dodając do tego bar z leżakami i zimnym lokalnym piwem. Chmm…źle nie było 🙂

Kerkira
Kerkira
Kerkira
Kerkira
Kerkira
Kerkira

Z drugiej strony, dobrze, że byliśmy tam tylko jeden dzień – bo faktycznie ceny w stolicy Korfu są nawet wyższe niż europejskie – na to trzeba się nastawić i kropka. Ale warto, naprawdę.

Kerkira nocą

Tak, jak warto czasem spontanicznie kupić bilety i dać sobie te kilka dni w zupełnie innym otoczeniu. Gdzieś, gdzie idąc na spacer wśród drzewek oliwnych, zrywasz pomarańcze jak Ci się chce jeść i zastanawiasz się jak to możliwe, że tyle pustych domów z niesamowitym widokiem stoi niewykończonych, bez żadnego szyldu „sprzedam”. W miejscu, gdzie na początku maja jest jeszcze spokojnie, a już tak ciepło, że czujesz się jak na regularnych wakacjach.

A poza tym… urodziny na plaży? Czemu nie 🙂

2 Comments

Dodaj komentarz