Mostar – kamienne miasto z duszą

Wyjechaliśmy z Węgier z masą świetnych wspomnień i pełni ciekawości co nas czeka tego dnia w Bośni. Wiedzieliśmy, że podróż nie będzie krótka (około 8-9 godzin – w praktyce wyszło 10, bo na granicy Chorwacja-Bośnia spędziliśmy ponad godzinę), ale nawet nie przypuszczaliśmy, że wybraliśmy prawdopodobnie najpiękniejszą drogę, jaką kiedykolwiek jechaliśmy.

Nie była to najszybsza trasa. Ale zdecydowanie warta dodatkowej godziny drogi. Kilka widoków poniżej, ale zdjęcia nie oddają tego co towarzyszyło nam ponad 100 kilometrów. Droga cały czas biegła wzdłuż rzeki, była kręta i cudowna. Potem wyjechaliśmy w góry i było jeszcze lepiej.

Droga do Mostaru
Droga do Mostaru

Ten krajobraz doprowadził nas do niesamowitego miejsca – Mostaru. To, co nie wpisywało się w całość sielankowej podróży, to mijane w Bośni domy z dziurami po kulach. Refleksyjne. Bardzo. Od razu rodzi się w głowie myśl, jak bardzo wojna jest niepotrzebna. Gdziekolwiek.

Takie domy były też w Mostarze. Ale były też wąskie, brukowane uliczki, Stary Most i masa innych wartych zobaczenia miejsc. Był też nasz Guesthouse Hajde – przyznaję, jedyny w swoim rodzaju.

Wejście do naszego pokoju
Guesthouse Hajde – tak zostaliśmy powitani 🙂

Zostaliśmy przywitani zimnym piwem, kiełbasą z grilla i … tradycyjną bośniacką wódką – coś jak jagermaister, tylko odrobinę mniej ziołowe. Nasi gospodarze byli na maksa otwartymi, wesołymi ludźmi, tworzącymi nota bene bośniacko-serbską szczęśliwą parę 🙂 All the best to you guys – thank you again for such warm welcome! 🙂

Lekko skołowani – bynajmniej nie otoczeniem – ruszyliśmy eksplorować Mostar nocą. Oczywiście ochów i achów nie było końca – bo przyznaję – jest to magiczne miejsce, niesamowite i jakby wyjęte z jakiejś baśni. Kamienne miasto z duszą.

Mostar – widok nocą

Podobnie jak usytuowane tutaj restauracje – ta do której trafiliśmy – Restoran Divan to kilka tarasów położonych na różnych wysokościach nad rzeką. Zamówiliśmy tutaj talerz tradycyjnego tutejszego jedzenia, którego jak potem zgodnie uznaliśmy, nie zostaliśmy fanami. Uwiecznione, zjedzone, popite winem. Ale sama restauracja – jak najbardziej polecam!

Bośniackie potrawy

Kolejny dzień przyniósł morze ludzi, ale też widok na Mostar za dnia. Nadal pięknie. Mieliśmy zaledwie kilka godzin, żeby go poczuć, trochę się udało. Zabrakło czasu na wycieczki po okolicy – ale może jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Mostar
Mostar
Rzeka Neretwa przepływająca przez Mostar

Mostar to oczywiście głównie Stary Most. Zbudowany przez tak śmiałego tureckiego architekta, że po tym jak wykonał swoją pracę uciekł w góry, bo bał się, że most runie 🙂 Zbudowany jako symbol pojednania Wchodu z Zachodem – łączył on lewobrzeżną muzułmańską (Bośniacy) część miasta, z prawobrzeżną katolicką (Chorwaci) – i jako ten symbol zburzony przez Chorwackie wojska, podczas wojny w 1993 roku. Odbudowany w 2004 roku, teraz stanowi główny punkt skupiający turystów – dosłownie – przejście po moście w ciągu dnia jest niczym dojście do baru w zatłoczonym klubie – prawie niemożliwe.

Mostar – widok na Stary Most

Na moście jest też uwaga – show. Kilku bośniackich śmiałków, po zebraniu odpowiedniej kwoty do czapek, poświęca swoje wysportowane ciała i skacze na nogi z mostu (wysokość do poziomu wody w okresie letnim to około 21 metrów) do rzeki Neretwy (o głębokości około 15 metrów). Ludzie klaszczą, euro w czapce – wszyscy są szczęśliwi. Czy skoczyłabym? Może. Za odpowiednią ilość euro 😉

Spokojnie – to tylko rozgrzewka pod publikę
Stary Most i Bośniacki skoczek – skoczył, przeżył 🙂

Po przejściu krótkiej, ale bardzo zatłoczonej starówki, wpadliśmy na chwilę na tradycyjny bośniacki deser i oczywiście lampkę wina 🙂 Deser to bosanske hurmašice – czyli, nic innego jak ciastko-biszkopt nasączony wodą z cukrem. Uwielbiam słodycze. Ale nie aż tak. Można to sobie zdecydowanie odpuścić (oczywiście zjadłam cały, no bo ma się zmarnować?).

Bosanske hurmašice

Odwiedziliśmy też targ z owocami, zjedliśmy trochę fig i winogron. Chciałabym napisać odpoczęliśmy – ale za dużo ludzi. Nie ma się co dziwić – to miejsce warte zobaczenia, zdecydowanie. Oczywiście Mostar – nie targ 🙂

Mostar – targ z owocami
Mostar – uliczki w samym centrum

Mostar to też miejsce, gdzie nagle przechodząc koło domu ze śladami po kulach, zatrzymujesz się na chwilę. I zaczynasz się zastanawiać, co działo się tu 20 lat temu. I jak wiele od tego czasu się zmieniło. Według naszych gospodarzy to wszystko jest jeszcze świeże. Bardzo. Ciągle jedni na drugich patrzą złowrogo, pokolenie ich rodziców doskonale wszystko pamięta i nie zapomni tak szybko, wpajając urazę swoim dzieciom. Nie wszyscy młodzi są już tak zero-jedynkowi, ale nadal tacy się trafiają. Most stoi, pytanie jak długo?

Mostar – dom ze śladami po kulach
Mostar – pozostałości po wojnie
Cmentarz – jeden z wielu w Mostarze

Dla nas Mostar jest miejscem, do którego chciałoby się wrócić. Ale bez turystów. Bez pośpiechu. Tak żeby na chwilę zatrzymać się i docenić to co jest wkoło. Może kiedyś nam się uda.

Tymczasem, czas nas gonił, odpaliliśmy golfika i skierowaliśmy go w stronę Czarnogóry, pozostawiając kamienne miasto za sobą.

 

Dodaj komentarz