Zatoka Kotorska – trudna przyjaźń

Po ponad 10 godzinach, krótkiej przeprawie promem (dziewicza golfika) jesteśmy na miejscu.

Przeprawa promem między brzegami Zatoki Kotorskiej

Mieszkaliśmy w najmniej komercyjnej części Zatoki Kotorskiej, co nie znaczy, że było pusto! To znaczy, że droga po tej stronie jest tak wąska, że na początku myśleliśmy, że wjechaliśmy w ulicę jednokierunkową. Ale nie. Po 3 dniach już się przyzwyczailiśmy do składania lusterek i szukania luki, żeby się w nią wcisnąć, żeby przepuścić np. autobus (!), albo inne auto.

Zatoka Kotorska

Polubienie Czarnogóry zajęło mi 3 dni i odnosi się do jej górzystej, północnej części, która ma jeszcze baaardzo dużo do pokazania – ale to we wrześniu, albo maju – bo trekking przy + 30 kilku stopniach byłby samobójstwem.

DZIEŃ 1 – Zatoka Kotorska

Szczerze przyznam – Zatoka Kotorska jest dla ludzi lubiących ścisk i betonowe pseudo plaże. Albo dla tych posiadających łódkę/jacht, mogących z perspektywy wody nabrać trochę dystansu. Ja nie zaliczam się ani do jednych ani do drugich.

Dlatego pierwszego dnia, po przejściu 9 kilometrów wzdłuż drogi, szukając skrawka bardziej przypominającego plażę niż betonowy blok czy murek, byłam po prostu rozczarowana i trochę podłamana. Bo to tutaj mieliśmy odpocząć od drogi przez całe 4 dni, tutaj miał być ten relaks i błogie nic nie robienie.

Tak wygląda plaża, a raczej jej brak w Zatoce Kotorskiej
Zatoka Kotorska – widoki po drodze

Jedynym plusem na tamten moment były fenomenalne widoki i… nasz pokój w YogaBoka – fantastycznie położonym miejscu, jeden pokój przy domu gospodarzy. Czasem spotykasz na swojej drodze ludzi naprawdę wartych poznania, i to byli tacy ludzie.

Małżeństwo instruktorów jogi, którzy zdecydowanie bardziej cenią sobie ciszę i spokój, dlatego do ich domu nie dojedziesz samochodem. Musisz się wspiąć po 130 schodach, a jak już złapiesz oddech – co trwa chwilę 🙂 – odwracasz się i widzisz powód, dla którego mieszkają właśnie w takim miejscu.

Widok z YogaBoka na Zatokę Kotorską
Widok z balkonu w pokoju w YogaBoka i nasze ukochane schody 🙂

Dodam, że na dachu codziennie przed wschodem słońca ćwiczą jogę. Ze znajomymi, sami, albo z ochotnikami. Czy byliśmy jednymi z nich? Nie tym razem, ale plany żeby tam wrócić są.

Dach w YogaBoka

Po pierwszym męczącym dniu, zgodnie uznaliśmy, że albo poszukamy ciszy i wyrwiemy się stąd albo oszalejemy. I się wyrwaliśmy….

DZIEŃ 2 – Jezioro Szkoderskie – Stari Bar

Nie daliśmy długo odpoczywać Golfikowi, odpaliliśmy go i ruszyliśmy w 100-kilometrową podróż w poszukiwaniu oddechu. Naszym celem na mapie było Jezioro Szkoderskie, którego część już należy do Albanii. Południowy brzeg jeziora jest bardziej turystyczny, z plażą.

Dlatego my pojechaliśmy na jego północny koniec – wiadomo 🙂 Po przejechaniu mostu, zobaczyliśmy parking i Tourist Information. Postanowiliśmy szukać dalej i pojechaliśmy do oddalonej o ok. 15 km miejscowości Plavnica, gdzie wg mapy był port i dojście do wody. Idealnie. Sielsko wiejsko. A jednak – port okazał się luksusowym ośrodkiem wypoczynkowym z basenem otoczonym amfiteatrem (!). Z podkulonym ogonem wróciliśmy na parking za mostem 🙂

Widok na Jezioro Szkoderskie

Wypożyczyliśmy ostatni kajak (5 euro/godzinę) i wreszcie zaczęliśmy oddychać. Wypłynęliśmy na Jezioro Szkoderskie, które leży na terenie Parku Narodowego i jest siedliskiem dla 280 gatunków ptaków! Można wynająć też łódkę i opłynąć jezioro z przewodnikiem. Taka atrakcja to „tylko” 25-30 euro/godzinę, no i nie do końca decydujesz gdzie płyniesz. Zdecydowanie kajak 🙂

Widok z perspektywy kajaka na Jezioro Szkoderskie

Dopłynęliśmy na plażę, z dostępem tylko od strony wody. I to był strzał w 10. Przez około 3 godziny byliśmy na niej razem z kilkoma innymi osobami (nie licząc łódek, które przywoziły tam w ramach tej godzinnej wycieczki ludzi na 40 min :). Nie było ich dużo, pewnie w weekend jest więcej).

Na plaży były leżaki, parasole i restauracja z domowym winem. W porównaniu do Zatoki, to BYŁ relaks. Tak, oddycham i zaczynam zaprzyjaźniać się z Czarnogórą. Powoli.

Jest i plażka z dostępem tylko od strony wody

W drodze powrotnej pojechaliśmy jeszcze około 30 km w stronę Albanii i zatrzymaliśmy się w przepięknym Stari Bar – starym mieście miejscowości Bar, położonej nieco wcześniej. Zdecydowanie warto wjechać tu na 2-3 godzinki, nie więcej, bo jest tu aż jedna uliczka i ruiny twierdzy.

Pierwszy widok jaki nam się ukazał na Stari Bar

Ale wszystko emanuje jakimś takim spokojem i lokalnym klimatem. Może to ten pobyt nad jeziorem tak na mnie wpłynął, a może tutejsza impreza (urodziny, wesele?), która się tu odbywała – z lokalną muzyką i tańcami, obserwowana z ciekawością nie tylko przez nas, ale też lokalnych mieszkańców.

Stari Bar – mieszkańcy zaciekawieni lokalną imprezą

Tutaj też jedliśmy najlepsze dania na Bałkanach – jagnięcinę i grillowane kalmary – oba rozpływające się w ustach. Takie cuda znajdziecie w Konoba Spilja.

Konoba Spila w Stari Bar
Stari Bar – jedyna uliczka w centrum
Stari Bar – widok na ruiny
Stari Bar

Późnym wieczorem, już w naszej mieścinie nad Zatoką, siedząc nad wodą, wypiliśmy domowe wino, kupione przy drodze w górach i tym sposobem moja przyjaźń z Czarnogórą nabierała rumieńców 🙂

DZIEŃ 3 – Jezioro Krupac – Perast – Kotor

Gdzieś w środku przekreśliłam Zatokę i obudziłam tęsknotę do jezior. Dlatego naturalnym kierunkiem dla kolejnego wypadu było, tym razem położone w górach na północy, Jezioro Krupac.

Droga nad Jezioro Krupac

Po pokonaniu górskich serpentyn, najpierw naszym oczom ukazało się Jezioro Slane – sztuczny zbiornik, praktycznie bez dostępu do brzegu, za to bardzo malowniczy i wdzięczny do życia dla kolejnych ptaszorów.

Jezioro Slane

Zaraz obok leży Jezioro Krupac, z jedną plażą – której trochę się obawialiśmy. Okazuje się, że niepotrzebnie – oprócz nas było kilkanaście osób, głównie mieszkańców okolicznych wiosek.

Plaża nad Jeziorem Krupac
Dla porównania plaża w Budvie, którą mijaliśmy po drodze nad Jezioro Szkoderskie 🙂

Woda w jeziorze była nieprzyzwoicie czysta, a plaża najszersza jaką tutaj widziałam. Było naprawdę dobrze.

Tutaj tez spotkała nas burza

Był to nasz ostatni wieczór w Czarnogórze, dlatego zdecydowaliśmy się na samobójczy krok i wracając wjechaliśmy do Perastu, a potem do Kotoru. Dwóch najbardziej turystycznych miejsc w Zatoce Kotorskiej, z naciskiem na Kotor.

Perast

Nie rozpiszę się za bardzo. Jest wiele kamiennych zabytkowych budynków, 2 słynne wyspy z monasterami. No cóż mogę powiedzieć – zobaczyć jak najbardziej warto.

Perast

Kotor

Trochę celowo odkładaliśmy tę wizytę, wiedząc, że to tutaj zaatakuje nas prawdziwe morze ludzi. I tak się stało. Ale Stare Miasto to miejsce na tyle klimatyczne i jedyne w swoim rodzaju, że ta godzina spędzona tutaj była naprawdę warta swojej ceny. Zgodnie przyznaliśmy, że to idealne miejsce do skopiowania do kolejnego Assasin’s Creed’a, albo do nakręcenia odcinka Gry o tron 🙂

Kotor – Stare Miasto
Kotor – sklep Alberto i jego właściciel
Kotor – Stare Miasto
Kotor – Stare Miasto

Dzień zakończyliśmy wsuwając 6 kilogramowego arbuza na pomoście (arbuzy są tu kosmicznie dobre!), łapiąc ostatnie czarnogórskie momenty.

Czarnogóra okazała się trudną przyjaciółką. Na początku zupełnie odpychającą, powoli odkrywającą swoje zalety, aż po uczucie, że sam sobie się dziwisz, że Ci żal, że ją opuszczasz.

Jeśli mam tu wrócić to dla gór. Albo dla jogi o wschodzie słońca, na tarasie w YogaBoka? 🙂

Pora wracać…

Dodaj komentarz